O autorze
motoLala testuje samochody. Jeśli interesują cię ABS czy ESP, chcesz wiedzieć jak działa DSR i EBD nie czytaj tych tekstów, zapytaj w salonie. Gdybyś jednak chciała – albo chciał - poznać uczciwą listę zalet i wad każdego sprawdzonego na polskich drogach modelu ten blog jest dla ciebie.

ŠKODA Yeti „Laurin & Klement” …

… czyli elegancko i drogo. W tej wersji nieduża Skoda jest o 10 500 złotych droższa od najdroższej do tej pory wersji Elegance.

Tyle, zdaniem producenta warte są 17-calowe obręcze kół ze stopów lekkich Annapurna z czarnym wykończeniem, ochronne listwy boczne z elementem chromowanym i listwy progowe. Do tego podgrzewane fotele kierowcy i pasażera, skórzana tapicerka ze srebrnymi przeszyciami, dziewięć poduszek powietrznych, reflektory bi-ksenonowe, czujniki parkowania z przodu i z tyłu, automatyczna klimatyzacja i nawigacja satelitarna. Za wersję testową Yeti (1,8/118kW TSI 4X4) musiałabym zapłacić 119 700 złotych. Pytanie, czy to byłyby dobrze wydane pieniądze?



Zmodernizowane Yeti ma być jedną z głównych premier salonu samochodowego we Frankfurcie. Kupując nową wersję będzie można teraz zamówić np. kamerę cofania – kto raz spróbował, wie jak ten gadżet ułatwia miejskie życie. Zanim będzie nam dane zaprzyjaźnić się z nowym Yeti, parę słów na temat obecnie dostępnego modelu.
Po pierwsze uroda. O gustach się nie dyskutuje, bo nie to ładne co ładne, ale co się komu podoba, jednak pudełkowatemu Yeti należą się komplementy. Auto wyróżnia się swoją sylwetką – zwartą, zgrabną, akurat na miejską ciasnotę. Kobietom kierowcom będzie się podobać, że patrzą na świat nieco z góry - przednie fotele są umieszczone wyżej niż u innych.


Yeti ma - tak jak i inne Skody - przestronne, funkcjonalne wnętrze: jak zwykle dobrze rozplanowane schowki, przegródki, uchwyty na napoje. Dużo miejsca dla kierowcy, pasażera obok i całkiem sporo miejsca z tyłu, choć bardziej dla przedszkolaków niż gimnazjalistów. Bagażnik – o pojemności 416 litrów - nadaje się do wożenia tygodniowych zakupów dla czteroosobowej rodziny, ale nie walizek na dwutygodniowe wakacje. O wypadzie na zimowe ferie, gdy trzeba załadować kaski, narty i grube kurtki można zapomnieć.


Na światłach się nie zagapia, rusza dynamicznie, sprawnie wyprzedza i daje radę mniej więcej do 120 km/ godzinę. Potem nie ma już takiej mocy, by powiedzieć że to mistrz autostrady, ale jazda wciąż jest przyjemnością.
Mityczny Yeti, którego nikt nie widział ponoć pożera wszystko co spotka na swojej drodze. Chyba już wiem, czemu Skoda tak nazwała ten model – Yeti pochłania nawet ponad 10 litrów paliwa na setkę, co sprawia że obcowanie z nim mimo wielu zalet nie sprawia takiej przyjemności jak powinno.
Trwa ładowanie komentarzy...